Warning: main() [function.main]: URL file-access is disabled in the server configuration in /usr/home/klienci/wisla/public_html/nafciarze/index.php on line 54 Warning: main(http://wisla.plocman.pl/nafciarze/adsrv/ad.php) [function.main]: failed to open stream: no suitable wrapper could be found in /usr/home/klienci/wisla/public_html/nafciarze/index.php on line 54 Warning: main() [function.include]: Failed opening 'http://wisla.plocman.pl/nafciarze/adsrv/ad.php' for inclusion (include_path='.:/usr/local/share/pear') in /usr/home/klienci/wisla/public_html/nafciarze/index.php on line 54
NEWS
Zakończenie sezonu piłkarskiego - jak zwykle w Wodzisławiu
20.05.2006, 04:58:56 Do Wodzisławia, na ostatni mecz wyjazdowy tego sezonu, wybraliśmy się jedynie w pięć osób. Górnik Zabrze grał tego dnia bardzo ważny mecz w Łęcznej, więc nie mogliśmy za bardzo liczyć na wsparcie kibiców zgody, a przecież zawsze, gdy tylko mogli, wspomagali nas przy okazji naszych wizyt w Wodzisławiu. Dotyczy to zwłaszcza fanów ROW’u Rybnik. Mimo to , z Gliwic przyjechało 4 fanów – za wsparcie serdecznie dziękujemy! Stadion Odry, tak jak zwykle, zapełnił się na kilka minut przed pierwszym gwizdkiem. Gospodarzy w mlynie było może trochę ponad setkę. Zaprezentowali dwie prezentacje, z kartonów i balonów. W drugiej połowie starali się dopingować cały czas. My jednak, w sile dziewięciu gardeł, co jakiś czas zaznaczaliśmy swoją obecność. Na tyle ile mogliśmy. Niestety, po końcowym gwizdku przegranego (do czego ostatnio zdołaliśmy się przyzwyczaić) meczu podziękować za ten doping i przede wszystkim przyjazd tam, gdzie diabeł mówi dobranoc podeszło tylko czterech zawodników: Mitar Peković, Patryk Rachwał, Robert Gubiec i Krzysiu Kazimierczak. Za to dziękujemy. Podróż w obie strony mija nam bez emocji kibicowskich. pc
Cracovia: Jedyny pozytyw - utrzymaliśmy się...
20.05.2006, 04:58:22 Mecz z Cracovią miał decydować o naszym utrzymaniu w pierwszej lidze. Zadecydował, padł spodziewany wynik czyli zwycięstwo naszych piłkarzy. Klub nie zezwala na wejście kibiców na boisko, zawodnicy nie chcą rozstać się ze strojami ale przecież nie o to chodzi. Podchodzą do nas i dziękujemy im za grę, a oni nam za doping. Niestety trzeba przyznać, że ten doping był w miarę dobry, ale tylko w drugiej połowie. W tej części gry rzucamy też trochę konfetti i serpentyn i to by było na tyle. Gości na sektorze dla kibiców przyjezdnych nie stwierdzono. Podobno byli w kilkanaście osób incognito, ale nie potrafili zadbać o wejście na mecz. Szkoda, ale wszyscy znają reguły obowiązujące teraz dla kibiców gości i sposoby aby obejść teoretycznie surowe przepisy PZPN. Fani „pasów” sami są więc sobie winni, że zaliczyli tego dnia wyjazdowe zero. pc
Wizyta w Wielkopolsce
20.05.2006, 04:57:46 Mecz w Grodzisku Wielkopolskim z miejscową Dyskobolią był przedostatnim wyjazdowym akcentem sezonu 2005/06. Pomimo tego, że byliśmy świeżo po zdobyciu Pucharu Polski i zapewnione było dofinansowanie, nie zebraliśmy nawet wystarczającej liczby osób na wyjazd autokarem. Ostatecznie zjawiły się na miejscu 3 samochody, plus jeden kibic który dojechał sobie tylko znanymi sposobami korzystając z uroków transportu publicznego. 16 osób, z jedną flaga „Wisła 1947 Płock” – taka była ostatecznie nasza frekwencja. Mieliśmy też balony, co jakiś czas krzyczymy. Miejscowych jest bardzo mało, kilkadziesiąt osób w młynie i kilkaset na całym obiekcie. W drugiej połowie mobilizują się jednak i prowadzą, jak na taką liczbę, całkiem niezły doping. Pomogło im na pewno strzelenie trzech bramek przez ich piłkarzy. Naszym starczyło widać sił tylko na utrzymanie remisu do przerwy, potem niemalże kładą się na boisku no i przegrywają 6 kolejny ligowy mecz z rzędu. Wszyscy sobie zadawaliśmy pytanie „o co chodzi”, zwłaszcza że nie wszyscy piłkarze, podchodząc do nas, sprawiali wrażenie że coś ich tego dnia było w stanie wzruszyć. Na szczęście są jeszcze w Wiśle tacy zawodnicy, po których było widać, że tego dnia naprawdę byli załamani. Szkoda, że był to kolejny już mecz ligowy na wyjeździe, który Wisła przegrała. Powrót do domów, tak jak i podróż do Grodziska, odbył się bez żadnych przygód. pc
Puchar jest Nasz, bo Puchar do Nas należy!!!
20.05.2006, 04:57:23 Przegrany dwumecz z Wisłą Kraków – tak finał Pucharu Polski zapadł w pamięć płockim fanom. To, że w ogóle znaleźliśmy się tak wysoko w tych rozgrywkach było wielką niespodzianką. Już jednak po trzech latach, oglądając boiskowe poczynania ligowego średniaka jakim niestety jest w Polsce płocka Wisła, doczekaliśmy się od losu ponownego prezentu w postaci awansu do finału rozgrywek o Puchar Polski. Dodatkowo, nasi piłkarze znowu stanęli na wysokości zadania, wygrywając z Zagłębiem Lubin pierwszy mecz, pomimo słabszej – delikatnie mówiąc – postawy w lidze. Wszyscy się zastanawiali, czy przyjdzie tylu widzów ilu było na poprzednim meczu i mniej więcej tylu na trybunach się stawiło. Co prawda tym razem sektor buforowy pozostał zamknięty, więc ludzie stali na koronie stadionu oraz w przejściach. Dodatkowo nie można było nawet wetknąć szpilki na trybunie krytej, co dawno już się nie zdarzyło.. Dopisali też kibice gości, którzy licznie przybyli na ten mecz, zaprezentowali się nieźle, bo w większości byli ubrani w pomarańczowe koszulki, no i prowadzili dość dobry doping. Jeśli chodzi o ich ilość, to niektórzy podają liczbę to ostatecznie na sektorze gości zjawiło się około 400 osób (tak się oceniają i tylu rzeczywiście mogło ich być), z kilkoma flagami na płot oraz sporym asortymentem flag na kijach. Nie zostali jednak wsparci przez swoje zgody, a jeśli już to w śladowej ilości. To tyle o fanach drużyny przyjezdnej.
„Witaj dniu trzeciego maja, który Puchar Nam Zwiastujesz, pierzchła już Zagłębia Wiara Wisło dzisiaj zatriumfujesz” – taką prezentację, pozostającą w podniosłej atmosferze Narodowego Święta jakim był dzień 3 Maja zaprezentowaliśmy na początku spotkania. Towarzyszył temu układ z balonów – po jednej stronie sektora G białe oraz czerwone, a po drugiej niebiesko biało niebieskie. Na płocie wieszamy bardzo dużo, bo kilkanaście flag! Oprócz tego zaprezentowaliśmy także na początku drugiej połowy meczu układ z niebieskich pasów, białych chorągiewek i małego herbu Wisły podniesionego w środku sektora. Mieliśmy też duże flagi na kijach, oraz naszą nową sektorówkę „Mój Płock, Moja Wisła”. Wszystkiego dopełnił dobry doping, można narzekać że na odpowiednim poziomie nie przez cały mecz, ale na szczęście były momenty gdy był on badzo dobry. Nie dość, że stało się to co na co zawsze czekają kibice pamiętający „stare” czasy, czyli krzyczał cały stadion. Tak było na początku, ale na dobre nasz doping ożywił po zdobyciu przez Wisłę pierwszej bramki i już do końca meczu bawimy się wyśmienicie. Przez stadion przetacza się nawet meksykańska fala!
Pod koniec meczu słyszymy spikera, jak mówi że delegat PZPN wydał zgodę na wkroczenie kibiców na boisko. Momentalnie po końcowym gwizdku wtragnęliśmy na płytę, zdzierając z piłkarzy resztki strojów i zapanował totalny chaos. Kolejny kibic z Płocka, który nieco zagalopował się w walce o stroje piłkarzy został nawet „dzięki” temu kolejną już płocką gwiazdą telewizji Polsat. Trzeba sobie również powiedzieć, że wtargnięciu kibiców na murawę nasz klub nie byłby w stanie zapobiec, więc w sumie dobrze się stało, że dostaliśmy na to przyzwolenie. A że przy okazji popsuły się trochę plany ceremonii wręczania medali, to trudno. Cieszymy się razem z naszymi piłkarzami, długo pozostając na murawie. A potem spontanicznie udajemy się na rynek, gdzie kontynuujemy świętowanie. Były race, śpiewy, picie szampanów... i nie tylko. Na szczęście służby mundurowe nie przeszkadzały nam w tym. Pod koniec udało się nawet namierzyć piłkarzy. Taka szampańska noc nieprędko się powtórzy…na koniec warto podziękować 22 fanom Górnika Zabrze, którzy wsparli nas na tym meczu, następna tak solidna okazja to tego będzie już w wakacje, bo znowu jedziemy na Puchar UEFA!
pc
Mecz z Bełchatowem: nie ma o czym pisać
20.05.2006, 04:56:14 Mecz z Bełchatowem to jedno z takich spotkań, które lepiej, żeby w ogóle się nie odbyły. Można powiedzieć, że nawet niebo płakało nad tym wszystkim. Od rana, dość niespodziewanie, w Płocku miały miejsce intensywne opady deszczu. Płocka publika, która zapewne w znaczącym procencie składa się z cukru, zdecydowała więc odpuścić sobie to spotkanie, zjawiając się w oszałamiającej liczbie półtora tysiąca głów. Niestety, absencja wielu osób dotknęła też nasz młyn ulokowany na sektorze G. Musieliśmy też, ze względu na warunki pogodowe, odpuścić sobie oprawę zaplanowaną na ten mecz. Atmosfery smutku i żałości dopełniła gra naszych piłkarzy, długo zanosiło się na bezbramkowy remis po bezbarwnej grze. Ostateczecznie było jeszcze gorzej – bo w końcówce goście zdobyli jednak zwycięską dla siebie bramkę. Spowodowało to radość na sektorze gości, zawitali bowiem na tym spotkaniu fani bełchatowskiego GKS’u, w osiem osób, bez żadnych flag. Dostosowali się więc swoją liczbą do ogólnego poziomu tego meczu. Ale przynajmniej byli obecni. pc
Pierwsza odsłona finału Pucharu Polski
20.05.2006, 04:55:24 Wyjazd na mecz do Lubina był na pewno najbardziej prestiżowym wyjazdem rundy. W końcu był to pierwszy mecz finałowy Pucharu Polski. Oczekiwania mogły być spore, ale niestety na zbiórce nie stawiło się tyle osób, ile byśmy chcieli. Ledwo co uzbieraliśmy chętnych na dwa autokary, które wyruszyły w kierunku Dolnego Śląska. Już na początku trasy, po przejechaniu Wisły ale jeszcze w Płocku minęliśmy idący poboczem kondukt żałobny. Zły znak? , Patrząc na ostatnie wyniki obydwu drużyn wydawać by się mogło, że jedziemy prawie jak na pogrzeb. Ale w trakcie jazdy jednak humory nam dopisywały. Dość często mieliśmy postoje, przymuszone lub nie, podczas jednego z nich miał miejsce pewien zgrzyt, który spowodował później problemy ze służbami mundurowymi. Nie ma co o tym się rozpisywać, po prostu pewne rzeczy trzeba przyjąć w końcu do wiadomości i przestać dawać powody do debilnym zachowaniem – był to kolejny taki incydent na wyjeździe i w końcu musieliśmy doczekać się bardzo „nieprzyjemnych” skutków. Na szczęście nie poskutkowało to cofnięciem do Płocka i znacząca większość kibiców mogła bez problemu wejść na stadion.
Mogła, ale nie wszyscy skorzystali z tej możliwości. Niektórzy zrezygnowali z zakupu biletów i na monumentalny obiekt Zagłębia w ogóle nie weszli. Ostatecznie na sektor gości wchodzi jedynie 65 osób, w tym gościnnie jeden kibic Górnika, co jest – nie ukrywajmy – rezultatem dość kiepskim. Niestety, większość z nas nie widzi pierwszej bramki dla Wisły, którą Irek Jeleń zdobył już w pierwszej minucie spotkania. Tak naprawdę, to w pierwszej połowie meczu nasz doping praktycznie nie istniał. Gospodarze dopingowali cały czas, ogólnie podczas meczu zaprezentowali kilka pokazów ultras: mieli kartony, flagi, sektorówki: w tym okazjonalną „Puchar jest nasz” którą zaprezentowali w asyście pucharów ze styropianu. Trzeba przyznać, że w odróżnieniu od naszych, zaprezentowanych trzy lata temu podczas przegranego dwumeczu z Wisłą Kraków, pucharów prezentowały się dość marnie, przypominały raczej… nagrobki. Od razu przypomnieliśmy sobie napotkanych na początku żałobników. To nam mieli przynieść pecha. Ale przecież na boisku działo się coś zupełnie przeciwnego i mogliśmy się tylko z tego cieszyć, zwłaszcza że gospodarze przypieczętowali swój los podnosząc te nieszczęsne puchary… w drugiej połowie nasze zwycięstwo zostało więc ostatecznie ugruntowane. W trakcie przerwy zaczynamy w końcu coś robić. Nadmuchujemy niebieskie balony, potem okazało się że zmagania jednego z nas z balonem zostały uwiecznione przez realizatorów transmisji i został on, zapewne wbrew swojej woli, gwiazdą telewizji.
Przebijając balony niedługo po rozpoczynającym drugą część gwizdku, od razu startujemy z dopingiem. Może ze swoimi krzykami nie byliśmy słyszalni bo gospodarze krzyczeli głośno, oraz ich liczba robiła swoje, ale staraliśmy się wspierać w ten sposób Wisłę cały mecz. Pomagała nam w tym, oczywiście, dobra gra naszych piłkarzy. Mamy w użyciu jeszcze flagi na kijach; odpalamy stroboskopy. Piłkarze strzelając bramki podbiegają do naszego sektora
, po meczu niektórzy z nich rzucają nam swoje koszulki. Ogólnie, panowała całkiem niezła atmosfera. Należy jeszcze wspomnieć o tym, że na płocie wieszamy dwie flagi: „N@fciarze’ oraz „Wisła 1947 Płock”. Udowadniamy więc przy okazji niedowiarkom, że płótna te bynajmniej nie spaliły się podczas meczu z Legią Warszawa. Podczas powrotu, służby mundurowe gorliwie zapewniają nam eskortę, mimo to w Ostrowie Wielkopolskim mogło być ciekawie gdyż zapragnęła się z nami zapoznać miejscowa ludność w dość licznej grupie. Ale ostatecznie do niczego nie dochodzi. Reszta powrotu upływa nam bez przygód. Godzina była jeszcze młoda, więc co poniektórzy z nas rozeszli się jeszcze na miasto w celu celebrowania uzyskanego przez Wisłę korzystnego wyniku – w końcu mało kto się tego spodziewał.
pc
Wyjazd na Lubelszczyznę 25.04.2006, 19:15:31 Na mecz z Górnikiem Łęczna udało się z Płocka piętnastu kibiców Wisły. Podróż przebiegła w miarę sprawnie i szybko, oraz bez emocji. Mamy spory zapas, więc nie dziwne że często się zatrzymujemy. Zapamiętujemy nawet jeden z zajazdów jako miejsce, gdzie można zjeść całkiem przyzwoite jedzenie, pytanie tylko czy za rok będzie nam dane ponownie przemierzać tą trasę. Wszystko jest możliwe, zwłaszcza że – uprzedzając fakty – nasi piłkarze spotkanie w Łęcznej przegrali, i gospodarze mają dzięki temu znacznie większą szansę na utrzymanie. Gracze z Łęcznej, wśród których gra odpowiednio przywitany przez nas Bartek Jurkowski, nie pokazali jednak jakieś pieknego futbolu, wręcz przeciwnie. To Wisła niestety zagrała całkiem słabo, przegrywając zasłużenie. Całkiem przyzwoicie zaprezentowali się miejscowi fani, przynajmniej ci zgromadzeni w młynie, dopingując cały mecz. My krzyczymy tylko co jakiś czas. Na sektorze było z nami 3 fanów Górnika z FC Chełm, dziękujemy za wsparcie na podlubelskich terenach. Ostatecznie było nas więc na sektorze 18, z jedną flagą: małą „ZKS”. Od ostatniej naszej zorganizowanej wizyty trochę się w Łęcznej zmieniło, a w zasadzie nowopowstały sektor gości który szokować może bardzo wysokim standardem. Popis chciała też dać ochrona, po tym jak jeden z kibiców Wisły zaczął używać na trybunie gwizdka piłkarskiego, ale pomimo tego że „żółci” sprawiali wrażenie odurzonych pewnymi substancjami, sytuacja jednak rozeszła się po kościach. Gospodarze wznoszą wiadome okrzyki, za co dostają od nas brawa, po czym wspólnie krzyczymy co myślimy o zaistniałej sytuacji. Po meczu nasi piłkarze dziękują nam za przyjazd. Wielu z nas zapamiętało jednak słowa jednego z nich „chuj z ligą, liczy się tylko puchar”. Pozostawimy to bez komentarza... pc
Nieusprawiedliwiona absencja w Lubinie... 25.04.2006, 18:59:52 Niestety, sezon 2005/06 nie przejdzie do historii jako pierwszy taki, w którym fani Wisły nie zaliczą żadnego zera wyjazdowego. W Lubinie na meczu ligowym na sektor gości nie zawitał bowiem nikt z Płocka. W poprzednim sezonie również długo się wydawało, że nie zaliczymy "wtopy" na żadnym wyjeździe. Aż przyszły dwa mecze na których nas nie było - oba... z Zagłębiem w Lubinie, następujące 3 dni po sobie. Tym razem również, tydzień później, Wisła ma grać z miedziową jedenastką. Obojętnie ilu by nas sie tam zjawiło na meczu finałowym Pucharu Polski, środowe zero z 19 kwietnia kładzie się cieniem na całym obecnym sezonie. pc
Mecz z Legią w Wielką Sobotę: inwazji nie było... 17.04.2006, 20:12:05 W Wielką Sobotę, kolejny już sezon z rzędu fani Wisły mogli obejrzeć swój zespół grający u siebie. Tym razem czekał na kibiców w Płocku niezwykle smakowity kąsek: hitowy pojedynek z warszawską Legią. Po zniszczeniach dokonanych w Płocku podczas dwóch ostatnich „inwazji” nawet ostentacyjnie sympatyzujący z Legią prezes Dmoszyński powiedział w końcu „dość” i zamiast zapraszać, żeby przyjechało tylu Legionistów ilu się da, zapowiedział że na sektor dla kibiców przyjezdnych wejdzie tylko 300 osób z biletami. Weszło jednak więcej, o co przed meczem można było spokojnie stawiać dolary przeciwko orzechom. Część przyjezdnych kupiło bilety w kasach dla gospodarzy i weszło na mecz, część dostała się na sektor od tyłu, pokonując chaszcze i jar Brzeźnicy, wliczając w to samą rzeczkę. Trzeba przyznać, że zanim odpowiednie służby się zorientowały dość pokaźna grupa Legionistów na sektor w ten sposób dotarła. Stawiając zasieki i potężne kordony policyjne służby mundurowe uniemożliwiły jednak skutecznie wstęp na sektor dla kibiców przyjezdnych reszcie kibiców gości. Skoro już tak zrobili, to jednak nie było chyba przeszkód by mającym pieniądze warszawiakom wejściówki jednak sprzedawać i pojedynczo wpuszczać na sektor, ale tak się nie stało i ostatecznie na meczu było obecnych około 850 kibiców „wojskowych” i drugie tyle spędziło mecz poza stadionem. Legia wywiesiła kilka flag, które zostały jednak zdjęte z płota, zaprezentowała tylko doping (trzeba przyznać, że jak na możliwości tego klubu, to raczej przeciętny), bez oprawy. Odbyły się też ganianki za sektorem, ale nie doszło do starcia, efektem były tylko pojedyncze miotane kamienie z obydwu stron, niestety po stronie Legii oberwało się dość pechowo dziewczynie, która musiała zostać hospitalizowana i można tylko nad tym ubolewać. To tyle o kibicach przyjezdnych. Nas, czyli fanów Wisły było tego dnia na stadionie około ośmiu tysięcy, sektor „G” za tunelem, czyli nasz młyn był wypchany do granic możliwości, niestety wiele było osób których głównym celem i motywem przewodnim w dopingu na tym meczu były wrzuty na Legionistów i to oni inicjowali ciągle wiadome przyśpiewki, zakłócając tym samym doping dla Wisły z którym, jak to przy niekorzystnym wyniku bywa, dość ciężko było. Ale nie ma co narzekać, atmosfera jak i głośność dopingu naprawdę była dobra, pomimo tego że mogłaby być jeszcze lepsza. Wieszamy, z pewnych powodów, tylko dwie flagi – Wisła 1947 Płock i Ultras N@fciarze. Tego ostatniego płótna oczywiście zabraknąć nie mogło, gdyż po raz kolejny zadbaliśmy o urozmaiconą oprawę spotkania piłkarskiego. Na początku meczu zaprezentowaliśmy prezentację składającą się z dwóch transparentów z hasłami: „Pora się przedstawić” – „siemasz Go(L)iat, jestem Dawid” którym towarzyszyła okazjonalna sektorówka przedstawiająca wojownika znanego z jednej z vlepek Wisły. Na początku drugiej części spotkania zaplanowaliśmy prezentacje złożoną z niebieskich pasów materiału, pomiędzy którymi zaprezentowaliśmy małe białe flagi na kijach. Podświetlone to wszystko miało być kilkudziesięcioma stroboskopami, niestety ktoś nieuważny wrzucił stroboskop do plecaka z resztą pirotechniki co spowodowało jego eksplozję i mały pożar (przepalił się tylko jeden pas materiału, wszystkie flagi są nienaruszone). Szkoda, że tak to wyszło, jak to zostało stwierdzone – nie myli się ten, kto nic nie robi. Reszta pirotechniki miała zostać użyta do podświetlenia ostatniej prezentacji, ale nawet i bez „świecidełek” sam las dużych i małych flag na kijach wypadł chyba dość okazale. Do końca meczu dopingujemy wspieramy piłkarzy, ale to nie pomaga i przegrywają oni niestety 0:1. Niektórzy stwierdzili że w Wielką Sobotę zabrakło zaangażowania na boisku ale nie wymagajmy zbyt wiele od osłabionej Wisły grającej z liderem naszej ligi i nie doszukujmy się w każdym meczu spiskowej teorii dziejów. pc
Zakaz w Krakowie...
17.04.2006, 19:57:07 Na mecz do Krakowa nikt z Płocka nie pojechał, powód był podobny jak w przypadku rewanżowego meczu Pucharu Polski w Poznaniu – zakaz wstępu zorganizowanych grup kibiców przyjezdnych. W przeciwieństwie do stadionu Lecha, na którym faktycznie przeprowadzany jest remont, w Krakowie sektor gości jest od dawna dostępny. Nie było przeszkód, by pomieścić na nim ponad setkę kibiców Panathinaikosu, po prostu ta cała sytuacja to jeden wielki śmiech na sali. Nawet Ekstraklasa S.A. zwróciła się z nakazem udostępniania sektora dla kibiców przyjezdnych. Cupiał i jego poplecznicy mają to, nie owijając w bawełnę, po prostu w dupie. Niestety. I dlatego krakowskim klubom, bo podobnie postępuje i Cracovia, życzymy jak najgorzej. Dopóki mają takich działaczy. pc
Zgodowa wizyta gości z Zabrza 17.04.2006, 19:51:02 Kolejny mecz u siebie Wisła rozegrała z Górnikiem Zabrze. Oprawy tym razem nie było, oprócz prezentacji dwóch sektorówek: nowej „Mój Płock, Moja Wisła” oraz tej dawno już nie widzianej – „Petrochemii Płock” z pucharem. Kibiców gości przybyło około setki, różnymi środkami transportu. Na trybunach siedzieli oczywiście wśród nas, chociaż tworzyli zwartą grupę. Wiadomo, o co chodzi, było to kolejny już w ostatnich latach „mecz przyjaźni”. Wszyscy mówili, że w porządku, nie mają nic przeciwko, ale niech będzie to mecz przyjaźni tylko na trybunach. Tymczasem piłkarze robili wszystko, by pokazać nam, że Górnika nie chcą skrzywdzić. Albo przynajmniej stwarzali takie wrażenie, nie kwapiąc się do ataków a jeśli już to marnując stwarzane przez siebie dogodne sytuacje. Mimo to najwierniejsi fani nie odwrócili się od nich, dopingując cały mecz. Nie dotyczy to niestety towarzystwa piknikowego, sporo starych i nie tylko stadionowych dziadów bardzo szybko rozpoczęło festiwal chamskich okrzyków i gwizdów. Takie towarzystwo przez prawdziwych fanów jest niemile widziane, na szczęście doping zagłuszył ich „popisy”. Doping dla obydwu drużyn, chociaż przeważało wsparcie dla Wisły bo to naszemu klubowi życzyliśmy zwycięstwa. I to zwycięstwo nastąpiło, po golu Jelenia w doliczonym czasie gry. Kibice Górnika na pewno nie mogli być szczęśliwi, ale humory pewnie polepszyła im, chociaż pewnie w niewielkim stopniu bo sytuacja ligowa jest nie do pozazdroszczenia, impreza pomeczowa na stadionie połączona z grillem i to że cały stadion skandował że „Górnik nigdy nie spadnie”. Tak więc kolejny „mecz zgody” nie dla wszystkich był radosny, niestety....ale wszyscy mamy nadzieję, że w kolejnej rundzie nastąpi kolejne takie spotkanie z zaprzyjaźnioną drużyną z Zabrza! pc
Mecz z Lechem: debiut sektorówki + coś jeszcze... 17.04.2006, 19:48:39 Spotkanie z Lechem Poznań było dla nas udane. Dla kibiców z Poznania mniej. Ciągłe zmiany terminów meczu (ostatecznie na wtorkowy) spowodowały że z zapowiadanej inwazji i nawet ponadtysięcznej frekwencji zrobiło się, jak sami podają, ledwie 271 głów. Dodatkowo nie zaprezentowali żadnej oprawy, tylko doping. U nas było z tym lepiej. Na początku spotkania rozwinęliśmy, niestety na sektorze I bo na G zwyczajnie brak na to miejsca, nową sektorówkę na którą ostatnio przeznaczaliśmy wszystkie pieniądze zbierane na stadionie i poza nim (patrz strona sektorowka.prv.pl. Ponieważ miejsce było takie, a nie inne, ludzie dość szybko spowodowali zwinięcie flagi w dół. Jednak kibice gości mogli niedługo potem zobaczyć drugą sektorówkę, okazjonalną. Było to płótno przedstawione umieszczony na kuchence Amiki garnek, w którym gotuje się przystrojony w barwy „Kolejorza” koziołek, dość jednoznacznie kojarzący się z Poznaniem i Lechem. W piekarniku kuchenki znajdowały się natomiast pieczone kartofle, nazywane w niektórych rejonach naszego kraju „pyrami”. Na płot powędrował transparent: „... i tak zginiecie w zupie”. To był nasz komentarz do sytuacji kibiców Lecha, którzy będą musieli przełknąć gorzką pigułkę grania ich klubu na licencji klubu z Wronek. Szokiem było zachowanie ochrony przy tej przentacji. Delegat PZPN ponoć stwierdził, że transparent prezentuje treści rasistowskie i nakazał ściągnięcie go z płota. Ochrona działając z zaskoczenia (kto by się spodziewał, napis na płótnie na pewno nie kwalifikował się do tego, by ktoś mógł mieć coś przeciwko niemu) to zresztą zrobiła, co o mały włos nie doprowadziło do wtargnięcia kibiców na boisko. Dopiero mediacja z prezesem Dmoszyńskim zapobiegła niepotrzebnej nikomu zadymie. A może to dwie bramki strzelone w tym czasie przez Wisłę sprawiły, że sytuacja rozeszła się po kościach. W ogóle piłkarze pozytywnie nas rozczarowali, grając niemalże jak z nut. Chyba tylko to pozwala w Płocku na w miarę dobry doping i tak też się stało we wtorek. Liczebność młyna też należy ocenić jako całkiem przyzwoitą, jakościowo prezentował się już ten młyn trochę gorzej, ale to temat na inne opowiadanie. Na początku drugiej połowy prezentujemy jeszcze "las" dużych flag na kijach, tym razem wyszło to lepiej niż na poprzednim meczu u siebie. No i samych flag pojawiło się więcej, łącznie z tymi pamiętającymi jeszcze wcześniejsze mecze Wisły. Po końcowym gwizdku piłkarze podbiegają do nas i dziękują za doping, co staje się już na stadionie im. Kazimierza Górskiego tradycją. W końcu! pc
Wsparcie na Górnik-Lech
17.04.2006, 19:45:44
W dniu meczu z Amiką 28 kibiców z Płocka których preferencje nie uznawały wyjazdu na mecz z takim przecnikiem za priorytetowy, wybrało się do Zabrza, wesprzeć Górnika w meczu z Lechem. pc
Pierwszy Kwietnia we Wronkach
17.04.2006, 19:42:11 Do Wronek na mecz z tamtejszą Amiką z Płocka wyruszyła grupa 24 osób, podróż była ciekawa i nie pozbawiona atrakcji ale nie związanych z kibicowskim aspektem. Na miejscu dosiadł do nas fan z Szamotuł i było nas w sumie ćwierć setki. Tego wyniku we Wronkach już nie pobijemy, właściciel Amiki postanowił bowiem zwinąć swój kramik i porzucić klubik bez tradycji na pastwę losu, przenosząc się do Poznania. Wyjazd był dość specyficzny, bo odbywał się pierwszego kwietnia. Już na początku dali się nabrać kibice Amiki, myśląc że ich piłkarze strzelili bramkę. Okrzyki z naszego sektora „Prima Aprilis” ostudziły ich radość. Akcentów humorystycznych tego dnia było więcej, także w dopingu. Nie było jednak mowy o „Bełchatowie”, dominowało wsparcie dla naszych graczy, chociaż bywały i zupełne przestoje. Na pewno się tego dnia nie nudziliśmy, a dnia do udanych nie zaliczy między innymi spiker którego teksty rzadko pozostawały bez odpowiedzi z naszej strony. Nie ma co pisać o wszystkich wydarzeniach, taki wyjazd trafić się może tylko raz w roku, więc wykorzystaliśmy tę sposobność. Kto był na meczu, ten wie o co chodzi. Na płocie nic nie wywiesiliśmy, tak jakoś wyszło. Mieliśmy za to małe flagi na kij, transparenty oraz balony. Wyjazd należy ocenić jako umiarkowanie udany, dlaczego? Wynik boiskowy mówi niestety sam za siebie. pc
Wizyta w Trójmieście 17.04.2006, 19:36:58 Na wyjazd do Gdyni wybrała się naprawdę solidna ekipa, łącznie z jednym fanem czekającym na miejscu było to 39 osób, jechaliśmy autokarem. Wynik dość dobry, zwłaszcza że mecz odbył się w środę. Na sektorze wieszamy jedną flagę „Wisła 1947 Płock”, mamy też kilka fan na kijach którymi machamy przez cały czas trwania spotkania. Doping niestety ograniczył się do okrzyków w pewnych momentach meczu, zresztą przez gospodarzy trudno byłoby się przebić. W Gdyni dopinguje bowiem zazwyczaj cały stadion, a jeśli nie to robi to przynajmniej całkiem pokaźny młyn umieszczony za bramką. Dodać trzeba, że na meczu nie ma oprawy ze strony gospodarzy i wywieszają tylko jedną flagę „Nigdy nie będziesz szedł sam”, wiąże się to z rocznicą śmierci kibica Arki we Wrocławiu. Wynik meczu korzystny, powrót też dość szybki – jest to dość dziwne, ale eskorta służb mundurowych wręcz nakazywała kierowcy autokaru by jechał tak, jak najszybciej się da. Wspomniany już ogon milicyjny uniemożliwił nam kontakt z pewną toruńską ekipą, która jechała za nami dość długi okres czasu, w każdym razie - do niczego nie doszło. pc
Mecz u siebie z Koroną, czyli Kiełbasa na śniadanie... 25.04.2006, 19:02:42 Na meczu z Koroną, przynajmniej w młynie, frekwencja była przyzwoita. Doping już gorzej, ale trwał cały mecz, po prostu nie było jakichś rewelacji. Prezentujemy na płocie transparent &qout;Zawisza TAK Hydrobudowa NIE", oprócz tego oprawę poświęconą lansowanemu na gwiazdę Grzegorzowi Piechnie &qout;Kiełbasę zjemy na śniadanie&qout; i małą sektorówkę (przez co mogła być nieczytelna) z żółto-czerwoną kiełbasą na talerzu. Niestety nie było wówczas kibiców gości na stadionie, bo weszli na 2 połowę. Również Grzegorz Piechna niespodziewanie nie wyszedł na boisko od pierwszej minuty. Transparent zostaje na płocie, w drugiej połowie prezentujemy jeszcze na chwilę naszą mini sektorówkę, która ponownie idzie w górę sektora. Dopiero później na płocie pojawiają się nasze sztandarowe flagi. Jeśli chodzi o oprawę meczową, to jeszcze tylko w drugiej części spotkania na sektorze urządzamy flagowisko z dużych flag na kijach. Przed meczem ochrona nie chce wpuścić kilku osób na darmowe wejściówki (co ciekawe, przyczepili się do bezpłatnych biletów które były nagrodą dla zwycięskiej ekipy za wygraną w turnieju kibiców), w dyskusji z tymi panami szybko nastąpiła zmiana argumentów na mocniejsze, skutkiem ubocznym był tzw. wjazd z bramą. Trzeba podkreślić jeszcze raz, że to ochroniarze sprowokowali całe zajście, mądre z ich strony to nie było bo dostali oklep (efektem ubocznym mogą być niestety represje, oby do tego nie doszło). Korony z tego, czego się dowiedzilśmy, około 150 miało jechać specjalem, ostatecznie może było ich i 200, dokładną liczbę trudniej określić, z uwagi na późniejsze wejście np. ja nie miałem czasu by ich liczyć, wywieszają kilka flag swoich oraz płótna Sandecji i Stali Mielec. Mają balony , serpentyny , oprócz tego jeszcze 3 prezentacje pasy + herb na sektorówce, czarna sektorówka z koroną + strobole oraz race+flagi (może nawet coś pominąłem) całkiem fajnie to wyszło. Tak powinny się pokazywać ekipy na wyjazdach. Szkoda że weszli później bo przez to te prezentacje następowały zaraz po sobie. Jedynym elementem który nieco szwankował jeśli chodzi o kibiców gości, był doping, można tak powiedzieć. pc
Wymuszony brak kibiców Wisły w Poznaniu
17.04.2006, 19:34:50 Na rewanżowym meczu półfinałowym Pucharu Polski z Płocka nikt się nie zjawił , powodem był remont sektora gości i wynikający z tego powodu zakaz wstępu dla zorganizowanych grup kibiców przyjezdnych. Piłkarze wygrali to spotkanie i po raz drugi w historii sekcji piłki nożnej Wisła zagra w Finale Pucharu Polski! pc
Początek rundy - nie tak miało to wyglądać
17.04.2006, 19:30:07 Inauguracja rundy wiosennej nastąpiła dla płockich fanów na… boisku warszawskiej Polonii, chociaż jak wiadomo z tym klubem rozegraliśmy już w tym sezonie dwa mecze. Niestety, ale zamiast grać u siebie musieliśmy tułać się po Polsce a było to spowodowane niczym innym, tylko kombinacjami prezesa Wisły, który nie chciał przygotować płyty boiska w Płocku tak aby nadawało się do gry. Celem tych machlojek była zamiana gospodarzy obydwu spotkań pucharowych, ale okazało się że jedyne co osiągnął Dmoszyński to wymuszona przez PZPN konieczność rozgrywania pierwszego meczu półfinałowego Pucharu Polski na neutralnym boisku. Delikatnie rzecz ujmując nikt w Płocku nie był szczęśliwy z takiego rozwoju sytuacji. Zwłaszcza pamiętając kilka sezonów gdy to Polonia przychodziła do nas w łaskę nie mogąc uczestniczyć w europejskich pucharach na swoim stadionie. Niestety, stało się tak jak się stało - nie tak miała na pewno w naszym wyobrażeniu rozpocząć się ta runda...
Na trybunie kamiennej przy ulicy Konwiktorskiej pojawiło się nas ostatecznie około trzech setek, na pewno nie więcej. Wywieszamy jedną flagę –debiutująca „Petrochemia Płock”, doping jeśli chodzi o liczbę i dobre warunki (zadaszenie) mógł być lepszy; oprawę odpuszczamy. Gdyby mecz odbył się w Płocku, byłoby zapewne nieco inaczej. Kibiców z Poznania było około dwustu, ale tą swoją pełną frekwencję osiągnęli dopiero pod koniec spotkania, ponieważ dochodzili grupkami. Wywiesili sporo flag. Obecni byli także kibice Legii Warszawa, Polonistów nie stwierdzono. Legioniści, zanim przed przerwą meczu opuścili obiekt swojego lokalnego rywala, kilkanaście razy zaznaczają swoją obecność okrzykami, m.in. potępiającymi nożowników po ostatnich wydarzeniach w Krakowie, do których to okrzyków się przyłączamy. Na boisku wiało nudą, piłkarze starali się ale raczej nic z tego nie wychodziło. Mimo to mogli liczyć na doping do końca, za co zresztą podziękowali i chwała im za to. pc
Kibicowskie podsumowanie jesieni 2005 24.03.2006, 06:54:17 Zapraszamy do lektury kibicowskiego podsumowania jesieni 2005 roku, zamieszczonego tym razem na stronie WisłaToMy. Autorem podsumowania jest Maciek. pc